Realizacje - Dookoła j. Wiktorii 2016

 Dookoła j. Wiktorii (Uganda, Rwanda, D.R. Kongo, Tanzania, Kenia) 2016

 

 

Poniżej tekstu umieszczono pełną galerię ze zdjęciami

 

Trasa wyprawy:

4 tygodnie, 3 800 km, 5 państw  (Uganda, Rwanda, D.R. Kongo, Tanzania, Kenia)

 

Autorami zdjęć są uczestnicy wyprawy:

Przemek D., Krzysztof K., Elżbieta K., Jola K. Dariusz K.,  oraz autor poniższego tekstu

 

6.02.2016

Po ponad półrocznych przygotowaniach wreszcie wylot do Entebbe w Ugandzie – via Dubaj.

Pierwsze wrażenie po przylocie i wyjściu z samolotu na płytę lotniska – gorąco i wilgoć, może nie taka jaka bywa w Bangkoku, ale na pewno większa niż w Namibii.

Tego dnia część ludzi wybrała się łodziami na jezioro Victorii. Główną atrakcją są …trzewikodzioby…

Wieczorem przygotowania do wyjazdu z Entebbe, odebranie samochodów, załatwienie reszty spraw z płatnościami.

 

7.02.2016

Pobudka o 6:30

Pakujemy samochody.

Udaje nam się wyjechać koło 9:00, ale po drodze jeszcze zakupy w centrum handlowym. Przed nami ponad 300 km i to niełatwej drogi, dlatego dojechaliśmy na nocleg dopiero o 18:30 do Kibale Forest.

Głównie „off”, omijamy również Kampalę skrótem poprzez wioski, gdzie raczej turyści się nie zapuszczają.

 

8.02.2016

Dzisiaj „idziemy na szympanse”. Pobudka przed wschodem słońca o 5:00. Śniadanie i jedziemy ok. 10 min. samochodem, na miejsce zbiórki, skąd rangersi zabierają grupy. Część grupy idzie na tzw. pełny dzień, część na ½ dnia.

Ok. 15:00 spotykamy się wszyscy razem w campie rangersów. Czas jechać dalej. Dzisiaj docieramy w okolice Kasese, skąd jutro idziemy na trzydniowy trekking w góry Rwenzorii.

Postanawiamy znowu jechać offem, przy okazji mamy sposobność zobaczenia Ugandy od innej strony niż większość turystów all inclusive ;). Jedziemy szczytami gór (Uganda to prawie same góry), przez wioski. Droga czasami jest nie dużo szersza od ścieżki dla małego wózka.

Dzisiaj nocleg w hostelu.

 

9.02.2016

Dzisiaj trzydniowy trekking w góry Rwenzori (istnieje również pisownia Ruwenzori).

Góry te znane są również pod nazwą - Góry Księżycowe – nazwane tak przez Ptolemeusza ok II w n.e. 

 

Ok 8:00 wychodzimy, wcześniej śniadanie, odprawa, niektórzy biorą dodatkowych tragarzy.

Początkowo trasa nie jest bardzo wymagająca, jedynie upał daje się we znaki. Potem, gdy wchodzimy w las, jest trochę lepiej. W godzinach popołudniowych, a może to związane jest też z wysokością, zaczyna padać deszcz … taki typowo tropikalny. Pada pół godziny, pół godziny przerwy, potem znowu pada.

Doczłapuję do kampu. Jestem, jak wszyscy pozostali, dosyć zmęczony. Szybko trzeba zmienić koszulę na suchą, aby się nie przeziębić bo wbrew pozorom (mimo że to prawie równik) jest chłodno, a człowiek rozgrzany, spocony.

Ekipa tragarzy przygotowuje naprawdę smaczny obiad.

 

10.02.2016

7:30 śniadanie. Wymarsz w dalszą drogę … w górę. Wciąż się wspinamy. Najwyższy punk jest na wysokości ponad 3 500 m n.p.m.

Widoki tego dnia są urzekające, coś niesamowitego. Właśnie dla tych widoków warto się pomęczyć i wyjść tutaj. Gdy przekraczamy las bambusowy, zaczyna się tropikalny las spowity nieustanną mgłą. Spotykamy tutaj rośliny które u nas hodujemy w doniczkach, a tutaj występują jako gigantyczne okazy. Jedną z ciekawszych jest Lobelia.

Tym razem schodzę do obozu położonego na 3 100 m n.p.m. dosyć zmęczony i niestety z przemoczonymi butami. Skarpetki na zmianę mam, gorzej z butami. Pożyczam od przewodników buty gumowe, które pozwalają ściągnąć mokre buty i trochę ogrzać stopy.

 

Wieczorem jak zwykle smaczny posiłek przygotowany przez tragarzy, ale jakoś tego dnia nie mam smaku do jedzenia, pewnie daje znać zmęczenie i przemoczone obuwie.

 

11.02.2016

Jak zwykle 7:30 śniadanie. Buty wciąż mokre (za duża wilgoć tu na górze, aby wyschły przez noc). Biorę reklamówki, wkładam do nich stopy, a potem dopiero buty i tak wychodzę z obozu w drogę powrotną. Początkowo naprawdę jest ostro w dół. Na szczęście zmniejsza się również wysokość na jakiej jesteśmy, a to powoduje że większość z nas od razu czuje się lepiej. Jest cieplej i sucho. Buty wysychają po 2 godzinach więc mogę pozbyć się reklamówek.

Późnym popołudniem wracamy do wsi gdzie zostawiliśmy samochody i gdzie robimy sobie obiadokolacje.

 

12.02.2016

Jedziemy do Queen Elizabeth NP. To raptem ok. 50 km. Po drodze mijamy równik. Tym razem droga jest już w pełni asfaltowa. Sam dojazd do kempingu nad Kanałem Kazinga, łączącym jezioro Jerzego z jeziorem Edwarda jest już typowo offowy, a kemping to… bajka. W dobrym, starym, kolonialnym stylu ;)

W nocy trzeba uważać idąc do toalety, aby nie „wpaść” na hipopotamy, które wychodzą z pobliskiego kanału na żer, a żyje ich w tym kanale kilka tysięcy :). Ja miałem w nocy takiego jednego koło namiotu.

A wcześniej podziwiałem jak równo jest przystrzyżona trawa nad kanałem… teraz się wyjaśniło… hipcie wykonują tę robotę.

 

13.02.2016

Zostajemy tutaj na dwa dni. Rano, przed świtem, śniadanie, tak aby w miarę wcześnie wyjechać na safari po parku. Wiadomo że na fotograficzne safari najlepiej wybierać się o wschodzie słońca.  Światło jest odpowiednie, a i zwierzyna wtedy najbardziej aktywna. Potem gdy słońce zaczyna przygrzewać to nikomu, nawet zwierzętom nie chce się szwendać po sawannie.

 

Na terenie parku można spotkać solniska – są to słone jeziora, podzielone na małe poletka. Z powodu wysokiej temperatury woda odparowuje z jeziorek, a na ich powierzchni oddziela się warstwa soli, która następnie jest zbierana. Te kopczyki, które widać na zdjęciach to właśnie taka sól – która potem jest przetwarzana.

Po południu organizujemy rejs po kanale Kazinga, skąd można obserwować zwierzęta 

 

14.02.2016

02.2016Wczesne śniadanie – 6:30. Dzisiaj dosyć długa droga… może nie długa pod względem km ale czasu jaki trzeba poświęcić na jej pokonanie. Najpierw, do godziny 12:00, jedziemy przez park QE nadal podziwiając zwierzęta. Potem  dosyć krętymi i w zasadzie prawie cały czas offowymi drogami do Bwindi N.P. Musimy przejechać dookoła, a częściowo przez Nieprzenikniony Las Bwindi – tak brzmi oficjalna nazwa tego lasu i parku narodowego.

 

Droga jest wymagająca zarówno dla kierowców jak i naszych, dosyć obładowanych samochodów.

Pod koniec drogi okazuje się, że jej fragment jest nieprzejezdny co powoduje że musimy nadłożyć prawie 70 km i tak na nocleg docieramy ok. 18:30, na szczęcie jeszcze przed zachodem słońca.

 

15.02.2016

Dzisiaj kolejna atrakcja tego wyjazdu - idziemy tropić/podglądać dziko żyjące Goryle Górskie. Jest ich ok 700 szt. na cały świcie (w tym konkretnym parku ok. 350 osobników). Dziennie może wejść do parku tylko 70 osób dlatego rezerwacji dokonaliśmy już w maju 2015 r.

Najpierw, bladym świtem, jedziemy do kwatery rangersów, gdzie mamy odprawę. Zostajemy podzieleni na 8-mio osobowe grupy, które z przewodnikiem udają się do parku. Każda grupa idzie w inny rejon, tak aby wyśledzić inną rodzinę goryli. Wędrówka przez las jest dosyć wyczerpująca… wysokość n.p.m., wilgotność. Pod koniec wręcz przedzieramy się przez gęstwinę leśną, drogę toruje maczetą przewodnik. W pobliżu goryli wolno przebywać tylko godzinę – aby nie przeszkadzać im w codziennym życiu.

Coś niesamowitego – momentami jesteśmy może 2-3 metry od niektórych osobników – oczywiście nie silverback – ten trzyma się na odpowiedni dystans i wszystko kontroluje. Kilka razy dał nam do zrozumienia, że jesteśmy za blisko – na szczęście rangersi wiedzą na ile możemy sobie pozwolić, jak blisko podejść.

 

16.02.2016

Ostatnie dni były dosyć intensywne jeżeli chodzi o atrakcje. Jedziemy odpocząć nad jezioro Bunyoni, na którym znajduje się szereg wysp z ładnymi ośrodkami wypoczynkowymi. Po drodze zahaczamy jeszcze o Kabale – takie typowe miasto Ugandyjskie.

Do miejsca gdzie mamy nocleg musimy dopłynąć łodzią. Samochody zostawiamy nad brzegiem jeziora i zamieniamy chwilowo środek transportu na łódkę.

Sam ośrodek to….. ale, może sami oceńcie na podstawie zdjęć.

Mieliśmy zostać tu dwa dni – niestety musimy wyjechać po jednym ponieważ wejście na wulkan jakie mamy przewidziane w Kongo przesunęło się o jeden dzień do przodu.

Szkoda …..

 

17.02.2016

Niestety musimy opuścić Bunyoni. Potem przez Kisoro – gdzie robimy zakupu i tankujemy do pełna (paliwo tańsze w Ugandzie niż w Rwandzie) – jedziemy do granicy z Rwandą.

Samą granicę przekraczamy bez większych problemów czy kolejek i nie ma majfrendów – jak w zachodniej Afryce.

Wyjeżdżając z posterunku granicznego musimy pamiętać o zmianie strony, po której się poruszamy (w Ugandzie lewostronny ruch, a w Rwandzie prawostronny).

Dzisiejszy nocleg w Gisenyi na pograniczu z Kongiem.

 

Uganda boryka się z problemami z dostawą prądu – zdarza się że tankowanie na stacji benzynowej odbywa się za pomocą ręcznej pompy.

 

18.02.2016

Rano jak zwykle wczesna pobudka o 8:30 musimy być po drugiej stronie granicy – w Kongo. Tam ma nas odebrać samochód firmy, która organizuje wejście na wulkan. Z hostelu – co prawda to ok. 1 km do granicy, ale bierzemy taksówkę. Samochody zostawiamy w Rwandzie na terenie hostelu. Bierzemy tyle bagażu, aby przeżyć dwa dni. Tutaj jest inaczej niż w Rwenzori. Wszystko trzeba sobie samemu zapewnić picie, jedzenie itd.

Oczekiwanie na wizę to prawie godzina, ale wyrabiamy się można powiedzieć na styk.

Potem jeszcze kilka formalności związanych z wejściem na Nyiragongo, niektórzy zatrudniają tragarzy do niesienia plecaka i pod ochroną trzech rangersów (uzbrojonych) idziemy.

Mamy tego dnia do pokonania prawie 1 400 m w pionie. Nocleg na koronie wulkanu wypada prawie 3 500 m n.p.m.

Samo końcowe podejście jest doooosyć strome. Pomimo że to jednodniowe podejście mam wrażenie, że daje bardziej w kość niż 3 dni w Rwenzori, a może to był gorszy dzień?

 

Goma – o ile się nie mylę, w 2002 roku była zniszczona przez wulkan, stąd ten ponury szaro-czarny kamienisty krajobraz.

 

Docieramy do kwatery rangersów, trochę papierowej roboty, zebranie grupy – dołączają do nas Szwajcar, Australijka (która wygląda jak Chinka),  Francuska i Włoch

 

No i sam krater gdzie buzuje lawa, szczególnie w nocy świetny widok.

To stratowulkan– jedną z jego cech jest duuuża stromizna czyli kąt nachylenia zbocza.  

 

19.02.2016

Świt. Jest zimno, człowiek zdrętwiały, a tu trzeba zapakować swoje rzeczy.
Zaczynamy schodzić. Byle zejść z tej największej stromizny. Dla niektórych zejście jest gorsze niż wyjście, nie wytrzymują nogi, mięśnie nóg.

Od połowy drogi dopada nas deszcz, taki lekki kapuśniaczek, ale jednak …. pada i pada, towarzyszy nam prawie do samego obozu znajdującego się  2 000 m n.p.m.

W obozie czekamy na transport, który podwozi nas do granicy. Potem jeszcze spacer do hostelu.

Uff – jesteśmy wykończeni.

 

20.02.2016

Dzisiaj jedziemy do stolicy Rwandy – Kigali. Bez pośpiechu, ok. 200 km. Trzeba wiedzieć, że Rwanda to …. góry, góry i … góry. Wyjeżdżamy serpentynami na ponad 2 500 m n.p.m., to znowu zjazd do 1 500 m. i tak całą drogę.

 

Po drodze zaopatrujemy się w herbatę przy jednej z plantacji – herbata i kawa stanowią dużą część eksportu i upraw w Rwandzie.

 

21.02.2016

W Kigali zostajemy dwa dni. Jestem wręcz zauroczony tym krajem i tym miastem. A klimat… jest tak jak u nas w maju w słoneczny dzień zaraz po burzy. Powietrze jest rześkie i ciepłe.

Teraz może kilka słów o Rwandzie. Rwanda kojarzy się ludziom głównie z jednym – wojną i rzezią jaka była tu w latach 90-tych. Rwanda tymczasem zaskakuje… i to zaskakuje na „plus”. Pierwsze co się rzuca w oczy to to, że mimo iż jest biednie to jest bardzo czysto. Nie ma śmieci wzdłuż dróg, koło domów, jak to bywa w większości państw Afryki północnej czy zachodniej. Już w Tanzanii czy Kenii śmieci stanowią stały wystrój pejzażu. Tutaj jest ustawowy zakaz używania tzw. reklamówek jednorazowych, a zakupy pakuje się do papierowych toreb.

Zwróćcie uwagę na jedno ze zdjęć – goście kopią rów przy chodniku, ziemię odkładają na chodnik, ale na chodniku jest rozłożona folia, aby nie niszczyć bruku. Na ulicy, chodnikach czy trawnikach zero śmieci. Drogi, nawet te poza miastem, są dobrze utrzymane, czyste, rowy wzdłuż ulicy wyczyszczone. Pewnie, że asfalt jest tylko na głównych drogach … ale pamiętajmy że jest to jedno z biedniejszych państw Afryki.

 

22.02.2016

Wyjazd z Kigali – cel dzisiejszego dnia to Tanzania. Przed nami dwudniowy dojazd do Ngorongoro w Tanzanii. Tą część traktujemy jako „przejazdową”. Oczywiście jest ona również ciekawa, pozwala poznać inną Tanzanię, niż ta która widzą turyści przylatujący do Arushy, obwożeni po parku, a potem z powrotem do Arushy i w samolot. I tyle widzieli z Tanzanii. Podobnie jest w Kenii.

Droga do Tanzanii po stronie Rwandyjskiej to bardzo dobry asfalt i jest trochę mniej kręta niż w pozostałej części kraju. Pojawiają się policjanci z radarami. Jest sporo ciężarówek. Droga ta jest jedną z głównych tras transportu towarów z wybrzeża (z portów) do Rwandy i Kongo.

Na granicy odprawa po stronie Rwandy – szybko, sprawnie. Za to po wjechaniu na stronę tanzańską… no cóż… jak u nas za dawnych czasów na wschodzie. Odprawa paszportowa to jeszcze spoko, ale celna (musimy zgłosić samochody do tymczasowej odprawy) to inna bajka. Jeden celnik dłubie w nosie, dwóch o czymś leniwie rozmawia, trzeci udaje że jest czymś baaardzo zajęty. Na nasze sugestie, że może któryś by wypisał odpowiednie dokumenty, niezmiennie pokazują na inne okienko gdzie oczywiście nikogo nie ma. I tak spędzamy 2 godziny. Masakra.

Po wyjechaniu z posterunku granicznego  rzuca się w oczy spora różnica pomiędzy Tanzanią a Rwandą. Przez pierwsze 100 km mieliśmy szczęście, że jechaliśmy terenówkami. Droga była podobna do tej na Ukrainie, za przejściem granicznym w Krościenku. Tyle że te dziury były wielkości samochodu!  Poza tym… sporo śmieci wzdłuż drogi.

Wieczorem następne zaskoczenie – większość ludzi słabo lub wcale nie mówi po angielsku. Hmmm spodziewałem się, że jako była kolonia angielska…

I jeszcze jedna ciekawostka – co jakiś czas, gdy pojawia się zakaz lub ograniczenie na drodze w krzakach czają się policjanci z radarem.         

 

Jak zapamiętamy Tanzanię? 1 - policjanci z radarami, 2 - często łapiemy kapcie.

 

23.02.2016

Jedziemy nadal przez Tanzanię. Na nocleg zatrzymujemy się ok. 100 km przed Ngorongoro. Chcemy wjechać do parku następnego dnia po południu.

 

24.02.2016

Do południa dojazd do bram parku. W pobliskim miasteczku załatwienie formalności wjazdowych – opłaty trzeba dokonać w banku. Nie ma możliwości płacenia w biurze, przy bramie wjazdowej. Opłaty ….masakra

- wjazd za samochód – 40 $ (pod warunkiem, że waży poniżej 2 ton – waga z dowodu rejestracyjnego)

- od osoby 50 $

- za to, że możesz rozbić namiot 30 $ od osoby

- za możliwość wjechania do krateru – 200 $/samochodu – na 6 h.

 

To wszystko na 24 h. Kemping – to kawałek placu z zimnym prysznicem i kiblem na narciarza.

Lodge lub inne noclegi to cena po 300-500 $/os., a bywają i po 1 500 $.

W porównaniu do tego co zastaliśmy na miejscu Namibia wydaje się być za półdarmo, a standard usługi – to tak jakby porównać standard kempingu na Ukrainie z tym w Norwegii.

 

Przy bramie grasują gangi pawianów – trzeba uważać bo kradną wszystko co się da.

 

25.02.2016

Pobudka przed świtem. Do krateru chcemy wjechać wraz z pierwszymi promieniami słońca.

Ok. 12:00 wracamy z powrotem do obozu. Pakowanie i trzeba jechać w stronę Serengeti. Te dwa parki (tak naprawdę Ngorongoro nie jest Parkiem Narodowy) graniczą ze sobą. Odległości są wielkie, bo do bramy docieramy ok 16:00. Po drodze mijamy wioski Masajów.

 

Ciekawostka  - w kraterze Ngorongoro nie ma żyraf, za to żyją na obrzeżu. Teoria jest taka, że z powodu budowy nóg, nie są wstanie zejść po stromiźnie do krateru.

 

No i wioski masajskie. Oczywiście pierwsze co robi napotkany Masaj to wyciąga rękę po „ten dolars”. A już nie daj boże jak zrobisz zdjęcie jemu lub wiosce …. goni Cię mało klapek nie gubiąc. A tak w ogóle to jedna wielka cepelia.

 

Wjazd do Serengetii – następne zdzierstwo:

- samochód 40 $

- od osoby 60 $

- kemping 30 $

 

26.02.2016

Pobudka wcześnie rano. Do południa zamierzamy „pojeździć” po Serengeti, a potem trzeba jechać w stronę północnej bramy, aby wyjechać przed 16:50 – bo wjazd mamy wykupiony na 24 h.

Podczas śniadania pojawia się złodziej w obozie – pawianowi udało się ukraść cały  worek z chlebem.

Potem jazda do pobliskiego hmmm jak to nazwać… niby centrum, stacja benzynowa, siedziba rangersów… w każdym bądź razie mamy nadzieje załatać tam kapcia, którego złapaliśmy  poprzedniego dnia.

 

Rangersi właśnie znaleźli samotnego – podobno dwutygodniowego słonika więc go przygarnęli. Mówili, że dadzą radę go wykarmić.

 

Serengeti jest naprawdę ogromne. Z jego centralnego punktu do bramy wjazdowej jest ok. 4 godziny jazdy. Droga nie rozpieszcza. Mniej więcej połowa to tarka, po której naprawdę ciężko się jedzie.

Do bramy docieramy o 16:30. Serengeti to….morze sawanny (traw), gdzie trzeba się sporo najeździć aby znaleźć zwierzęta.

Każdy z nas spragniony był już asfaltu, na którym trochę można odetchnąć. Poza tym po dwóch dniach biwakowania pod namiotem, gdzie toalety i prysznice nie należały do luksusowych, chcieliśmy trochę doprowadzić się do porządku szczególnie, że temperatura i kurz dawały się nam mocno we znaki.

Na nocleg docieramy nad jezioro Victorii do hotelu.

 

27.02.2016

Dzisiaj wjeżdżamy do Kenii.

Granica jak to granica. W przeciwieństwie do Ugandy czy Rwandy trafiają się już „majfrendy” od których trzeba się oganiać ale na szczęście są mniej natarczywi niż w krajach arabskich.

 

Po stronie kenijskiej, gość od spraw celnych sam nie wiedział jaki papier nam wypisać na samochody

w rezultacie podbił tylko pieczątkę z datą na dokumencie jaki mieliśmy z granicy tanzańskiej i powiedział, że to wystarczy. Hmmm, dziwne….. ale to Afryka, człowiek już nie jedno widział tutaj czy na wschodzie w Azji.

 

Nocleg w kolejnym mieście nad jeziorem Victorii – Kisumo – z tego co się orientuje to chyba trzecie co wielkości miasto w Kenii.

 

28.02.2016

Jedziemy dalej – byle do Ugandy.

O ile Tanzania kojarzyć się będzie z czającymi się w krzakach policjantami z radarami, o tyle Kenia to ….. progi zwalniające. No masakra… co zakręt, co mieścina – a w takiej mieścinie potrafi ich być sporo. Grupowo – po kilka, pojedynczo, niektóre wielkie, że mało terenówką człowiek się nie zawiesi, to znowu mikroskopijne. Ale mają jedną, wspólną cechę – wszystkie są niewidoczne, takie afrykańskie czary… jeśli nie jesteś czujny jak przysłowiowy grzechotnik to albo wylatujesz w powietrze wraz z samochodem albo urywasz zawieszenie.

 

Dojeżdżamy do granicy. Hmmm po stronie kenijskiej to taka „wschodnia” granica. Droga szutrowa, 5-cio kilometrowy sznur samochodów ciężarowych oczekujących na wjazd do terminalu. Droga wąska, gdy jadą samochody z przeciwka trzeba wykorzystywać rowy, lub pobliski nasyp… standard.

 

Za to po wyjechaniu z części kenijskiej i po przekroczeniu granicznej rzeki…. inny świat. Ruch uporządkowany, asfalt, krawężniki, brak tego chaosu.

Podjeżdżamy do budynku granicznego, w momencie gdy wysiadam z samochodu żołnierz witam mnie słowami „welcome home” – pewnie myślał że jestem rezydentem Ugandy bo samochody miały ugandyjskie numery rejestracyjne. Do odprawy, owszem, jest kolejka, ale jest jakaś uporządkowana, gość w okienku podbija pieczątki tak sprawnie…. Pracuje, a nie myśli o niczym.

 

Na noc zatrzymujemy się w fajnym ośrodku – jakieś 10 km za granicą.

 

29.02.2016

Jedziemy do Sipi Falls. Celem są wodospady Sipi, ale ten rejon znany jest również z uprawy kawy.

Na miejscu zatrzymujemy się na nocleg.

 

Do wodospadów idziemy z lokalnym przewodnikiem, a potem na przydomowe pola gdzie uprawiana jest kawa. W Ugandzie oprócz dużych korporacji, które skupują i same uprawiają kawę na skalę przemysłową, propagowana jest uprawa „przydomowa” i sprzedaż indywidualna. Często można spotkać przy drodze osoby sprzedające kawę ziarnistą. Mieszkańcy są zachęcani do takiej formy zarobkowania. Dzięki temu w zasadzie nie spotyka się ludzi żebrzących. Nie tak jak w krajach arabskich czy zachodniej Afryce, gdzie co kawałek można spotkać się z natarczywością w proszeniu o datek – typu „give me dirham” czy „give me dolar”.

 

A teraz uprawa kawy.

 

Sadzonki są pozyskiwane z krzaka już rosnącej kawy. Przez rok sadzonka rośnie w tzw. szkółce.

Potem jest przesadzana na pole.

Zielone ziarna kawy to kawa jeszcze niedojrzała, czerwone dojrzała do zbiorów.

Oddziela się czerwoną łuskę. Pozostaje ziarno – koloru szarego w takiej delikatniej osłonce koloru żółtego. Coś takiego jak u nas zborze. Ziarna umieszcza się w drewnianym wiaderku i tłucze kijem. Ziarna są tak twarde, że nie pękają, a dzięki temu oddziela się łuski od nich łuski.

Następnie oddziela się plewy od ziarna za pomocą …. wiatru, a ziarna praży.

Nasza kawa autentycznie pachniała. Cały proces wykonywaliśmy sami przy wsparciu miejscowych.

 

Kawa jest gotowa. Pakowana i sprzedawana. Przywiozłem jej „trochę” jest naprawdę pyszna. Dla znających się –  to Arabica.

 

Chcieliśmy na miejscu spróbować jak ta kawa smakuje. Należało ją więc „zmielić” czyli ubić za pomocą drewnianego kija. Parzenie odbywa się na sposób „arabski” – tzn. gotuje się wodę w dużym garnku, następnie wsypuje kilka kubków kawy, gotuje z 2 min. a następnie nalewa do kubków przez sitko – i gotowe.

 

30.02.2016

Następnego dnia wracamy do Entebbe, przez Kampale – hehe… dla nie znających realiów i klimatów miast wschodnich czy afrykańskich to może być ciekawe przeżycie.

Wieczorem oddanie samochodów, a w nocy samolot powrotny.

 

I to by był KONIEC.

 

 

  • 001_EastAfrica2016
  • 002_EastAfrica2016
  • 003_EastAfrica2016
  • 004_EastAfrica2016
  • 005_EastAfrica2016
  • 006_EastAfrica2016
  • 007_EastAfrica2016
  • 008_EastAfrica2016
  • 009_EastAfrica2016
  • 010_EastAfrica2016
  • 011_EastAfrica2016
  • 012_EastAfrica2016
  • 014_EastAfrica2016
  • 015_EastAfrica2016
  • 017_EastAfrica2016
  • 018_EastAfrica2016
  • 019_EastAfrica2016
  • 020_EastAfrica2016
  • 021_EastAfrica2016
  • 022_EastAfrica2016
  • 023_EastAfrica2016
  • 024_EastAfrica2016
  • 025_EastAfrica2016
  • 026_EastAfrica2016
  • 027_EastAfrica2016
  • 028_EastAfrica2016
  • 029_EastAfrica2016
  • 030_EastAfrica2016
  • 032_EastAfrica2016
  • 034_EastAfrica2016
  • 035_EastAfrica2016
  • 036_EastAfrica2016
  • 037_EastAfrica2016
  • 038_EastAfrica2016
  • 039_EastAfrica2016
  • 040_EastAfrica2016
  • 041_EastAfrica2016
  • 042_EastAfrica2016
  • 043_EastAfrica2016
  • 045_EastAfrica2016
  • 046_EastAfrica2016
  • 047_EastAfrica2016
  • 048_EastAfrica2016
  • 049_EastAfrica2016
  • 050_EastAfrica2016
  • 051_EastAfrica2016
  • 052_EastAfrica2016
  • 053_EastAfrica2016
  • 054_EastAfrica2016
  • 055_EastAfrica2016
  • 056_EastAfrica2016
  • 057_EastAfrica2016
  • 058_EastAfrica2016
  • 059_EastAfrica2016
  • 060_EastAfrica2016
  • 061_EastAfrica2016
  • 062_EastAfrica2016
  • 063_EastAfrica2016
  • 064_EastAfrica2016
  • 065_EastAfrica2016
  • 066_EastAfrica2016
  • 067_EastAfrica2016
  • 068_EastAfrica2016
  • 069_EastAfrica2016
  • 070_EastAfrica2016
  • 071_EastAfrica2016
  • 072_EastAfrica2016
  • 073_EastAfrica2016
  • 074_EastAfrica2016
  • 075_EastAfrica2016
  • 076_EastAfrica2016
  • 077_EastAfrica2016
  • 079_EastAfrica2016
  • 080_EastAfrica2016_
  • 081_EastAfrica2016
  • 083_EastAfrica2016
  • 085_EastAfrica2016
  • 086_EastAfrica2016
  • 087_EastAfrica2016
  • 088_EastAfrica2016
  • 089_EastAfrica2016
  • 090_EastAfrica2016
  • 091_EastAfrica2016
  • 094_EastAfrica2016
  • 095_EastAfrica2016
  • 096_EastAfrica2016
  • 097_EastAfrica2016
  • 098_EastAfrica2016
  • 099_EastAfrica2016
  • 100_EastAfrica2016
  • 101_EastAfrica2016
  • 102_EastAfrica2016
  • 103-2 EastAfrica2016
  • 103_EastAfrica2016
  • 104_EastAfrica2016
  • 105_EastAfrica2016
  • 106_EastAfrica2016
  • 107_EastAfrica2016
  • 108_EastAfrica2016
  • 109_EastAfrica2016
  • 110_EastAfrica2016
  • 111_EastAfrica2016
  • 112_EastAfrica2016
  • 113_EastAfrica2016
  • 114_EastAfrica2016
  • 115_EastAfrica2016
  • 116_EastAfrica2016
  • 117_EastAfrica2016
  • 118_EastAfrica2016
  • 119_EastAfrica2016
  • 120_EastAfrica2016
  • 121_EastAfrica2016
  • 122_EastAfrica2016
  • 123_EastAfrica2016
  • 124_EastAfrica2016
  • 125_EastAfrica2016
  • 126_EastAfrica2016
  • 127_EastAfrica2016
  • 128_EastAfrica2016
  • 129_EastAfrica2016
  • 130_EastAfrica2016
  • 131_EastAfrica2016
  • 132_EastAfrica2016
  • 133_EastAfrica2016
  • 134_EastAfrica2016
  • 135_EastAfrica2016
  • 136_EastAfrica2016
  • 137_EastAfrica2016
  • 138_EastAfrica2016
  • 139_EastAfrica2016
  • 140_EastAfrica2016
  • 141_EastAfrica2016
  • 142_EastAfrica2016
  • 143_EastAfrica2016
  • 144_EastAfrica2016
  • 145_EastAfrica2016
  • 146_EastAfrica2016
  • 147_EastAfrica2016
  • 148_EastAfrica2016
  • 149_EastAfrica2016
  • 150_EastAfrica2016
  • 151_EastAfrica2016
  • 152_EastAfrica2016
  • 153_EastAfrica2016
  • 154_EastAfrica2016
  • 155_EastAfrica2016
  • 156_EastAfrica2016
  • 157_EastAfrica2016
  • 158_EastAfrica2016
  • 159_EastAfrica2016
  • 160_EastAfrica2016
  • 161_EastAfrica2016
  • 162_EastAfrica2016
  • 163_EastAfrica2016
  • 164_EastAfrica2016
  • 165_EastAfrica2016
  • 166_EastAfrica2016
  • 167_EastAfrica2016
  • 168_EastAfrica2016
  • 169_EastAfrica2016
  • 170_EastAfrica2016
  • 171_EastAfrica2016
  • 172_EastAfrica2016
  • 173_EastAfrica2016
  • 174_EastAfrica2016
  • 175_EastAfrica2016
  • 176_EastAfrica2016
  • 177_EastAfrica2016
  • 178_EastAfrica2016
  • 179_EastAfrica2016
  • 180_EastAfrica2016
  • 181_EastAfrica2016
  • 182_EastAfrica2016
  • 183_EastAfrica2016
  • 184_EastAfrica2016
  • 185_EastAfrica2016
  • 186_EastAfrica2016
  • 187_EastAfrica2016
  • 188_EastAfrica2016
  • 189_EastAfrica2016
  • 190_EastAfrica2016
  • 191_EastAfrica2016
  • 192_EastAfrica2016
  • 193_EastAfrica2016
  • 194_EastAfrica2016
  • 195_EastAfrica2016
  • 196_EastAfrica2016
  • 197_EastAfrica2016
  • 198_EastAfrica2016
  • 199_EastAfrica2016
  • 200_EastAfrica2016
  • 201_EastAfrica2016
  • 202_EastAfrica2016
  • 203_EastAfrica2016
  • 204_EastAfrica2016
  • 205_EastAfrica2016
  • 206_EastAfrica2016
  • 207_EastAfrica2016
  • 208_EastAfrica2016
  • 209_EastAfrica2016
  • 210_EastAfrica2016
  • 211_EastAfrica2016
  • 212_EastAfrica2016
  • 213_EastAfrica2016
  • 214_EastAfrica2016
  • 215_EastAfrica2016
  • 216_EastAfrica2016
  • 217_EastAfrica2016
  • 218_EastAfrica2016
  • 219_EastAfrica2016
  • 220_EastAfrica2016
  • 221_EastAfrica2016
  • 222_EastAfrica2016
  • 223_EastAfrica2016
  • 224_EastAfrica2016
  • 225_EastAfrica2016
  • 226_EastAfrica2016
  • 227_EastAfrica2016
  • 228_EastAfrica2016
  • 229_EastAfrica2016
  • 230_EastAfrica2016
  • 231_EastAfrica2016
  • 232_EastAfrica2016
  • 233_EastAfrica2016
  • 234_EastAfrica2016
  • 235_EastAfrica2016
  • 236_EastAfrica2016
  • 237_EastAfrica2016
  • 238_EastAfrica2016
  • 239_EastAfrica2016
  • 240_EastAfrica2016
  • 241_EastAfrica2016
  • 242_EastAfrica2016
  • 243_EastAfrica2016
  • 244_EastAfrica2016
  • 245_EastAfrica2016
  • 246_EastAfrica2016
  • 247_EastAfrica2016
  • 248_EastAfrica2016
  • 249_EastAfrica2016
  • 250_EastAfrica2016
  • 251_EastAfrica2016
  • 252_EastAfrica2016
  • 253_EastAfrica2016
  • 254_EastAfrica2016
  • 255_EastAfrica2016
  • 256_EastAfrica2016
  • 257_EastAfrica2016
  • 258_EastAfrica2016
  • 259_EastAfrica2016
  • 260_EastAfrica2016
  • 261_EastAfrica2016
  • 262_EastAfrica2016
  • 263_EastAfrica2016
  • 264_EastAfrica2016
  • 265_EastAfrica2016
  • 266_EastAfrica2016
  • 267_EastAfrica2016
  • 268_EastAfrica2016
  • 269_EastAfrica2016
  • 270_EastAfrica2016
  • 271_EastAfrica2016
  • 272_EastAfrica2016
  • 273_EastAfrica2016
  • 274_EastAfrica2016
  • 275_EastAfrica2016
  • 276_EastAfrica2016
  • 277_EastAfrica2016
  • 278_EastAfrica2016
  • 279_EastAfrica2016
  • 280_EastAfrica2016
  • 281_EastAfrica2016
  • 282_EastAfrica2016
  • 283_EastAfrica2016
  • 284_EastAfrica2016
  • 285_EastAfrica2016
  • 286_EastAfrica2016
  • 287_EastAfrica2016
  • 288_EastAfrica2016
  • 289_EastAfrica2016
  • 290_EastAfrica2016
  • 291_EastAfrica2016
  • 292_EastAfrica2016
  • 293_EastAfrica2016
  • 294_EastAfrica2016
  • 295_EastAfrica2016
  • 296_EastAfrica2016
  • 297_EastAfrica2016
  • 298_EastAfrica2016
  • 299_EastAfrica2016
  • 300_EastAfrica2016
  • 301_EastAfrica2016
  • 302_EastAfrica2016
  • 303_EastAfrica2016
  • 304_EastAfrica2016
  • 305_EastAfrica2016
  • 306_EastAfrica2016
  • 307_EastAfrica2016
  • 308_EastAfrica2016
  • 309_EastAfrica2016
  • 310_EastAfrica2016
  • 311_EastAfrica2016
  • 312_EastAfrica2016
  • 313_EastAfrica2016
  • 314_EastAfrica2016
  • 315_EastAfrica2016
  • 316_EastAfrica2016
  • 317_EastAfrica2016
  • 318_EastAfrica2016
  • 319_EastAfrica2016
  • 320_EastAfrica2016
  • 321_EastAfrica2016
  • 322_EastAfrica2016
  • 323_EastAfrica2016
  • 324_EastAfrica2016
  • 325_EastAfrica2016
  • 326_EastAfrica2016
  • 327_EastAfrica2016
  • 328_EastAfrica2016
  • 329_EastAfrica2016
  • 330_EastAfrica2016
  • 331_EastAfrica2016
  • 333_EastAfrica2016
  • 334_EastAfrica2016
  • 335_EastAfrica2016
  • 336_EastAfrica2016
  • 337_EastAfrica2016
  • 338_EastAfrica2016
  • 339_EastAfrica2016
  • 340_EastAfrica2016
  • 341_EastAfrica2016
  • 342_EastAfrica2016
  • 343_EastAfrica2016
  • 344_EastAfrica2016
  • 345_EastAfrica2016
  • 346_EastAfrica2016
  • 347_EastAfrica2016
  • 348_EastAfrica2016
  • 350_EastAfrica2016
  • 351_EastAfrica2016
  • 352_EastAfrica2016
  • 353_EastAfrica2016
  • 354_EastAfrica2016
  • 355-2 EastAfrica2016
  • 355_EastAfrica2016
  • 356_EastAfrica2016
  • 357_EastAfrica2016
  • 358_EastAfrica2016
  • 359_EastAfrica2016
  • 360_EastAfrica2016
  • 361_EastAfrica2016
  • 362_EastAfrica2016
  • 363_EastAfrica2016
  • 364_EastAfrica2016
  • 365_EastAfrica2016
  • 367_EastAfrica2016
  • 368_EastAfrica2016
  • 369_EastAfrica2016
  • 370_EastAfrica2016
  • 371_EastAfrica2016
  • 372_EastAfrica2016
  • 373_EastAfrica2016
  • 374_EastAfrica2016
  • 375_EastAfrica2016
  • 376_EastAfrica2016
  • 377_EastAfrica2016
  • 378_EastAfrica2016
  • 379_EastAfrica2016
  • 380_EastAfrica2016
  • 381_EastAfrica2016
  • 382_EastAfrica2016
  • 383_EastAfrica2016
  • 384_EastAfrica2016

Simple Image Gallery Extended